Mezzanine finance intensywnie się rozwija, tradycyjne kredyty w defensywie
Na ostatnim spotkaniu przedstawicieli private equity w zeszłym miesiącu warszawscy czołowi bankierzy sektora inwestycji na niepublicznym rynku kapitałowym narzekali na krótkoterminowe perspektywy dla ich sektora. Połączenie zmiennych cech dodatnich, ubóstwa ofert publicznych i niemożności rozwoju i wzrostu funduszy wywierają ogromny wpływ na sposób zarządzania - nie tylko na podstawowy przychód firm, ale też na tak zwany "carried interest" czyli sposób podziału zysków, w którym fundusz wypłaca managerowi wynagrodzenie.
- Spodziewam się 30-50% spadku w sektorze inwestycji, mówi Jacek Siwicki prezes Enterprise Investors. - W najbliższym czasie właściwie nie będzie carried interest. co według Siwickiego oznacza, że wiele firm będzie rezygnować z private equity.
Te poważne problemy zmuszają sektor do przystosowywania się tworząc tym samym możliwości dla innych firm finansowych. - Widzimy wzrastające znaczenie mezzanine finance, mówi Paweł Padusiński z firmy Mid-Europa Partners, która zarządza funduszami o wartości ponad 3 bilionów euro i jest właścicielem dwóch firm medycznych LuxMed i Centrum Medycznego LIM.
Mezzanine finance to typowy długoterminowy dług podporządkowany bankowi, w który wkomponowana jest niewielka ilość kapitału własnego firmy jako dodatkowy zwrot dla inwestora. Mimo, że mezzanine finance jest droższy niż tradycyjny kredyt bankowy często jest bardziej atrakcyjny ze względu na możliwość długotrwałej spłaty.
Tomasz Kwiecień z firmy Mezzanine Management, działa aktywnie w Europie Środkowej od 2002 i zarządza ponad 300 milionami euro mówi, że w okresie kilku ostatnich miesięcy szczegółowo poddawano analizie 1-2 firmy w ciągu tygodnia, które osiągnęły znacznie wyższy wzrost niż w 2008 roku. - Ale nie robiliśmy żadnych interesów w ostatnim czasie - mówi. MM ma 21 inwestycji w Europie Środkowej i 4 w Polsce: grupa medyczna MidEuropa, dystrybutor komputerów Apple Isource, mniejszość w firmie produkującej autobusy Solaris i wrocławskiej firmie Zaberd.
Firmy private equity jak Innova, Enterprise i MidEuropa inwestują własny kapitał i polegają na kredytach bankowych. Jednak bardzo trudno finansować inwestycje przy pomocy kredytów bankowych, które przystały być łatwo dostępne, dlatego firmy dostrzegają zwiększające się znaczenie mezzanine finance.
"Doskonały czas dla mezzanine finance"
Przemysław Szczepański z firmy Syntaxis Capital specjalizującej się w finansowaniu typu mezzanine dla średnich przedsiębiorstw, twierdzi że obecna sytuacja sprzyja tego typu metodom finansowania. Szczepański podkreśla, że typowa struktura finansowania oparta na finansowaniu typu mezzanine zakładała 6-8 letni okres spłaty przy oprocentowaniu od 8 do 12 % oczywiście dodać należy do tego koszty związane z wkładem własnym kapitału. W lipcu 2007 roku powstał pierwszy fundusz inwestycyjny założony przez firmę Syntaxis. Inwestuje ona w cztery polskie firmy: GTS, Ultimo, Kisan i Etos.
Modne sektory - infrastruktura, energia i rynek usług medycznych
Firma EQT Investments, która otworzyła swoje biuro w Warszawie w październiku 2008 roku, zarządzane przez Piotra Czapskiego, posiada fundusz infrastrukturalny o wartości 1,2 biliona euro. Czapski widzi możliwości rozwoju dla swojego funduszu w Polsce.
- Jesteśmy zainteresowani projektami infrastrukturalnymi, szczególnie tymi opartymi na koncesjach jak drogi z płatnymi przejazdami, lotniska czy porty morskie. Jesteśmy również zainteresowani sektorem energii odnawialnej, skojarzoną gospodarką energetyczną i projektami energetycznymi, mówi Czapski. EQT blisko związana jest ze Szwecją i Niemcami ze względu na strukturę własności. Część firmy należy do szwedzkiej rodziny Wallenbergów i niemieckiej rodziny Haniel, obie mają duże doświadczenie w zarządzaniu dużymi projektami przemysłowymi.
Czapski twierdzi, że EQT ostrożny jest co do możliwości użycia mezzanine finance do realizowania swoich projektów. - Mezz wywiera zbyt duży nacisk, w obecnych okolicznościach wolimy pozostać w bezpiecznej strefie. EQT zarządza także funduszem, który dostarcza kapitału rozwojowego dla właścicieli, którzy szukają partnerów, pomocnych przy rozwijaniu biznesu.
Nowym graczem na rynku jest także firma Montagu Private Equity, od lutego ma swoje biuro w Warszawie i już według Michała Chałaczkiewicza, który odpowiedzialny jest za działania Montagu w Polsce, zrealizowała jedną inwestycję. Firma zainwestowała w Euromedic, przedsiębiorstwo zajmujące się diagnostyką i leczeniem nowotworów.
Pierwsze ofiary
Podczas gdy kilka nowych firm wchodzi na rynek, kilka innych się z niego wycofuje. Carlyle Group, firma, która swoje biuro w Warszawie uruchomiła w 2008 roku, zdecydowała niedawno o jego zamknięciu. Również spółka Candover Investments otworzyła swoje biuro w Warszawie. Wartość jej akcji na londyńskiej giełdzie papierów wartościowych od września 2008 spadła o 90%. W marcu firma zdecydowała o zamknięciu warszawskiego biura.
Przedstawiciele sektora private equity oczekują więcej przepisów i regulacji prawnych z Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych. Praktycznie nikt nie widzi szans w prywatyzacji polskich, słabych państwowych przedsiębiorstw.
- Kto by chciał kupić firmę, która była wystarczająco głupia żeby pozostawać własnością państwa?, mówi Jacek Siwicki. - Cały zarząd musiałby zostać zwolniony. Jakkolwiek pozostawanie w rękach państwa jest po prostu niemądre. Interesy i decyzje w najbliższych 18 miesiącach (w związku z wyborami prezydenckimi w 2010 roku) będą w znacznym stopniu polityczne, szczególnie te dotyczące zatrudnienia. Również wycena wartości firm państwowych ze strony rządu będzie niezgodne z ich wartością na rynku, dlatego nie w najbliższej przyszłości nie chcemy w to brnąć.

wyślij




